Dzik jest dziki

Polski dzik - wybijanie dzików z powodu choroby

Stosowania radykalnych środków zamiast wyważonych i rozsądnych rozwiązań ciąg dalszy. Ratując Puszczę Białowieską przed kornikami ,wycięto ogromną jej połać- głównie zdrowych, pięknych drzew. Powstała pustka nie do zapełnienia w ciągu najbliższych dziesięcioleci. A pewnie nawet i stuleci. Teraz okazało się, że należy wybić populację dzików, żeby uratować świnie hodowlane przed Afrykańskim Pomorem Świń. Zaczynam odczuwać lekki niepokój w związku z doniesieniami o co i rusz pojawiających się ogniskach odry i innych chorób zakaźnych wśród ludzi. Mam nadzieję, że uświadamianie o konieczności szczepień oraz inne działania prewencyjne wystarczą w tym przypadku.

W wyniku decyzji Ministerstwa Środowiska o masowym odstrzale dzików w trakcie najbliższych weekendów (19-13.01,19-20.01 i 26-27.01) koła łowieckie zostały zobowiązane przez Polski Związek Łowiecki do zorganizowania zbiorowych polowań na dziki.

Hodowcy i rolnicy popierają ten pomysł. W wielu miejscach jest ogromny problem dzików wchodzących w szkodę na polach uprawnych. Więc wydaje się, że i ta sprawa zostanie niejako przy okazji załatwiona. Ekolodzy jednak protestują przeciwko takiemu rozwiązaniu. Są też temu przeciwni niektórzy leśnicy i myśliwi. Przecież nikt tak jak oni nie zna się na równowadze, która powinna panować w „ich” lasach I nikt też  lepiej nie rozumie tego czym tak naprawdę jest łowiectwo. Oraz jak je odróżnić od składania, na ołtarzu polityki i zaniedbań, ofiary z dzika.

Do zaistniałej sytuacji odniósł się, znany z zamiłowania do łowiectwa, były premier Włodzimierz Cimoszewicz:
„Realne powstrzymanie epidemii jest możliwe tylko przez kilkuletnią likwidację hodowli trzody w dużej cześć Polski” – stwierdził.

W Ustawie o Prawie Łowieckim z dnia 13.10.1995 roku (z późniejszymi poprawkami) rozdział 1, art. 1 czytamy:
„Łowiectwo, jako element ochrony środowiska przyrodniczego, w rozumieniu ustawy oznacza ochronę zwierząt łownych (zwierzyny) i gospodarowanie ich zasobami w zgodzie z zasadami ekologii oraz zasadami racjonalnej gospodarki rolnej, leśnej i rybackiej.”

Nic dodać, nić ująć.

Czym jest więc Afrykański Pomór Świń?

Jak sama nazwa wskazuje choroba wywodzi się z Afryki, gdzie występuje powszechnie w wielu krajach. W 1957 roku po raz pierwszy wystąpiła w Europie, na terenie Portugalii. Na przestrzeni kolejnych lat pojawiała się w kilku krajach Europy, ale  nie zawsze była rozpoznawana, więc nie ma dokładnych danych o występowaniu i ogniskach.

Wystąpienie ASF (z ang. African Swine Fever) notuje się wtedy, gdy choroba zostaje potwierdzona u dzika euroazjatyckiego. Natomiast o ognisku mówimy jeśli zostanie ona wykryta u świni domowej.

W XXI wieku pojawiło się realne zagrożenie epidemią. Choroba została zidentyfikowana w Gruzji, następnie błyskawicznie przeniosła się do Rosji (2007 rok), a potem poprzez Białoruś trafiła do Polski. W lutym 2014 roku wykryto wirusa w zwłokach padłych dzików, które prawdopodobnie stamtąd przyszły. Natomiast do końca roku 2018 wykryto już ponad 180 ognisk choroby na terenie Polski.

Nie ma na razie skutecznej szczepionki. Jedyną metodą pozostaje więc zwalczanie choroby opracowanymi metodami. Z urzędu po prostu. A najskuteczniejszą, na razie, metodą okazuje się bioasekuracja. Jednak muszą być ściśle i bezwzględnie stosowane procedury zapobiegające rozprzestrzenianiu.  Dlatego też dodatkowo prowadzony jest też prewencyjny odstrzał dzików. Oraz likwidowanie hodowli, w której nastąpiło zarażenie choćby jednej sztuki.

Polowanie na chore dzikie dziki. Ubój dzikich dzików.

Zmniejszenie pogłowia dzików jako sposób na opanowanie epidemii ASF

Dobrze przemyślana i wdrożona prewencja jest więc kluczowym sposobem na ograniczenie choroby, a w konsekwencji usunięcie jej z mapy Polski:

https://bip.wetgiw.gov.pl/asf/mapa/

Od dłuższego już czasu, słysząc o zlokalizowaniu następnego ogniska choroby, pojawiają się w mediach obrazki z „utylizacji” trzody, w tym sztuk zdrowych. Teoretycznie powinny one zostać zabite, następnie w odpowiednich warunkach przewiezione i spalone. Teren powinien być zabezpieczony, następnie odkażony, a wchodzenie i wjazd na teren ma się odbywać poprzez maty dezynfekujące. Są środki chemiczne, które skutecznie zwalczają wirusa i są stosowane w naszym kraju. Z resztą prowadzenie hodowli ( nawet z tylko teoretycznym zagrożeniem ze strony wirusa) też jest ograniczone odpowiednimi wytycznymi.

W praktyce może to wyglądać różnie- jeżeli padłe i zabite zwierzęta są wrzucone byle jak do ciężarówki, która jest nieodpowiednio przygotowana, to płyny ustrojowe mogą wydostać się na zewnątrz, zwiększając ryzyko wniesienia choroby przez człowieka do następnej chlewni. Poza tym muszą być one przewożone na spore odległości, co zwiększa ryzyko powstania nowych ognisk. Ani pośpiech, który zawsze jest złym doradcą, ani też niedbałe podejście do sprawy nigdy nie kończą się dobrze.

Ale powróćmy do tematu masowej eksterminacji polskiego dzika. No, właśnie… polskiego.
Afrykański Pomór Świń został przywleczony przez dziki z Białorusi. Nie znają one pojęcia granicy państwa- jak to zwierzęta. I nawet jeśli przy okazji wybicia dzików w naszym kraju jakimś cudem uda się powstrzymać ASF, to i tak przyjdą tutaj następne zakażone sztuki. Bo w przyrodzie musi być zachowana równowaga i nie ma w niej miejsca na próżnię.

No chyba, że są zrzucane z samolotów przez rosyjskie specsłużby, jak to sugerują niektórzy zwolennicy spiskowej teorii dziejów. Wtedy żadne metody nie pomogą. Ostatecznie swego czasu mieliśmy już amerykańską stonkę, możemy mieć i rosyjskiego(via Białoruś) dzika. Nic nie powinno nas zdziczeć, przepraszam- zdziwić. A wygląda na to, że do tego pierwszego jest już bliżej niż nam się wydaje.

Brak limitów, czyli zero dzika na kilometr kwadratowy

Pozostaje jeszcze otwarta kwestia ile tych dzików musi zginąć, żeby zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa?
W komunikacie z grudnia 2018 roku PZŁ podał, że w okresie od kwietnia do listopada ustrzelono 168 000 dzików. Natomiast rzeczniczka prasowa PZŁ Paulina Marzęcka powiedziała białostockiej Wyborczej, że do końca przyszłego miesiąca mogą zabić do 210 000 sztuk. Problem polega jednak na tym, że nie wiadomo dokładnie ile jest dzików w Polsce.

Ostatnia inwentaryzacja przeprowadzona przez Lasy Państwowe rok temu szacowała ich liczebność poziomie około 229 000 osobników.

W dokumencie Ministerstwa Środowiska, do którego dotarło OKO.press jest mowa o odstrzale, który ma się „przyczynić do maksymalnego obniżenia populacji”. Co jest bardzo niepokojące, to fakt, że nie ma wyznaczonego żadnego dolnego limitu.

Myśliwi jednak mówią, że nie jest możliwe wystrzelanie całego stada w jednym momencie, ponieważ po pierwszym strzale dziki nie stoją przecież w miejscu tylko uciekają, rozpraszając się po całym terenie. Nie jest jest więc łatwo w sposób szybki wymordować całe stada. Ale nie może też być tak, żeby celem były wszystkie sztuki jak popadnie, w tym ciężarne lochy oraz warchlaki.

Materiał na dobry scenariusz

W komedii „Nie mam mocnych” Pawlak smaruje świnię hodowlaną czarna pastą do butów, żeby następnie przetransportować ją do lasu. Tam ma zostać podstawiona do strzału komuś ważnemu, bodajże z Komitetu Centralnego. Zależała od tego kariera przedstawiciela lokalnej władzy. A od niego zależał osobisty interes pana Pawlaka. Jak się można domyślić sprawa poszła nie w tym kierunku co trzeba. Żeby uspokoić wszystkich- świnia nie ucierpiała. W każdym razie nie wtedy.

Teraz mamy zgoła odmienną sytuację. Dzików ci u nas dostatek. Niewyliczony dokładnie, ale dostatek. Nikomu malowanej świni podkładać nie trzeba. Może się jednak zdarzyć, że nie będzie za bardzo komu do nich strzelać. ale jak ktoś będzie chciał sobie poszaleć, to hulaj dusza- ograniczeń nie ma. W majestacie prawa.

Natomiast część wyborców, którym rzucono tę… hmm… kiełbasę , będzie zadowolona że przynajmniej pomyślano o nich.

Jak powiedział Taksówkarz w „Hydrozagadce”:„I o to chodzi! I o to chodzi!”

Podobne artykuły