Pamiętam o nich

Rok szkolny w Kolegium św. Stanisława Kostki zakończył się niezwykle uroczyście. Dzięki życzliwości Muzeum w Wilanowie koncert wspaniałego Kwartetu smyczkowego oraz występ chóru szkolnego odbyły się w Sali Białej Muzeum.

Kolegium realizuje projekt kształcenia młodych Polaków ze Wschodu. „Pochodzą oni z niezamożnych polskich środowisk, a nauka w naszej szkole i polska matura jest dla nich życiową szansą i spełnieniem marzeń ich ojców i dziadków. Wszyscy są utalentowani, zdolni i bardzo zdeterminowani, żeby się dobrze uczyć”. Przyjechali z Ukrainy, Mołdawii, Białorusi, Kazachstanu, Kirgizji, Rosji, Litwy, Gruzji i Armenii. W repertuarze młodych oprócz Mickiewicza i Karola Kurpińskiego znalazła się pieśń ukraińska i białoruska oraz wiersz gruzińskiego poety.

Repertuar różnorodny, stosowny do pochodzenia dzieci naszych Rodaków. Przecież przyjechali z miejsc gdzie, jak pisał Andrzej Chciuk, „ludzie tam zawsze dzielili się na przyjaciół znajomych i nieznajomych. Nieznajomy wszakże naprzód był człowiekiem, zanim jeszcze był Polakiem, czy Ukraińcem, czy Żydem, czy Niemcem. Ten najprawdziwszy humanizm mogła wywołać tylko sztuka tak zgodnie tu od wieków istniejąca, sztuka wielu narodów, z wielu stron świata i tradycji się wywodząca, a współżyjąca tu w jakiś jedyny i niepowtarzalny sposób, wszystkim potrzebna, wtopiona w krajobraz i w ludzkie odczucie piękna i godności, tym odczuciem afirmowana. I systemem naczyń powiązanych znów tworząca humanizm. To chyba jest rola sztuki.”

I sztuką też były śpiewy kolędników, znowu wracam do wspomnień Andrzeja Chciuka: „Czyż ja sam, z naszymi najbliższymi sąsiadami i kolegami , z Heniem i Theem Langermanami, nie chodziłem jako mały chłopiec podczas grekokatolickich świąt Bożego Narodzenia do ukraińskich domów emeryta Panczyszyna, sędziego Buczkowskiego, fryzjera Kobryna i kupca Hrycyka, aby tam pod oknami śpiewać kolędy Boh predwicznyj nam narodył sia i inne?”.

A potem nastała ciemność wywołana nienawiścią. W latach 1939-1945 nacjonaliści ukraińscy dokonali zbrodni ludobójstwa na ludności polskiej. Pierwszy masowy mord miał miejsce 9 lutego 1943 roku. Wtedy to w kolonii Parośle, z rąk bandytów UPA przebranych za partyzantów sowieckich, zginęło ponad 150 mieszkańców.

Jak pisze Leon Żur „Polacy na tych terenach, poddawani eksterminacji nawet nie myśleli już o przeżyciu. Wśród dzieci i młodzieży odbywały się poważne rozmowy o śmierci, o rychłym, odejściu z tego okrutnego świata. Naszym pragnieniem była śmierć lekka. Mówiło się, wprost, że z rąk Niemców lżej będzie umierać, gdyż mieli, z czego strzelać. Ukraiński bandyta natomiast odrąbywał głowę siekierą, przebijał widłami. Z rozłupanymi piersiami i poranionym ciałem wrzucał ofiarę do mrowiska, aby konała bardzo długo i w strasznych męczarniach. Nierzadko ukraińscy nacjonaliści pojmanych Polaków wieszali za ręce na drzewach i pod nogami rozpalali ognisko. Dlatego na samą myśl o tych okrucieństwach, tak starsi, jak i młodzi, popadali w apatię i odrętwienie.”

Mała Irenka, która wspomina „byłam za mała, aby się bronić i zbyt duża żeby zapomnieć tragiczny dzień 2 czerwca 1943 roku” była świadkiem rzezi dokonanej na jej rodzicach i rodzeństwie. Na jej oczach banderowiec podciął mamie tulącej małego Tadzia gardło, zdarł a niej szaty i poodcinał piersi. Mała Irenka cudem ocalała przynosiła na liściu kapusty z ogródka wodę konającej matce. Podczas próby ucieczki z grupą mieszkańców wsi, którzy przeżyli, została przebita nożem poniżej gardła przez Iwana, sąsiada i „przyjaciela „ ojca. Inny banderowiec, opowiada Pani Irena, „chwycił mnie za skórę na plecach, tak jak się łapie kota i tyle, ile miał skóry w garści, odciął nożem i wrzucił mnie w ogromny kopiec mrówek. (…) Pisząc te trudne dla mnie słowa chcę, aby dotarły do wszystkich. Nie chcę, aby zapomniano o tym, co wyrabiali pozbawieni sumienia rzeźnicy ukraińscy. (…). Być może, że gdyby tak nie kłamali, to byłyby inne stosunki z Ukraińcami, a tak to nie wiem, czy usłyszę proste, ale okazuje się trudne dla nich słowo: PRZEPRASZAM!”

Przyznanie się do tej zbrodni przede wszystkim jest nie na rękę współczesnym Ukraińcom, ponieważ burzy to legendę UPA, którą buduje się od czasu odzyskania niepodległości przez Ukrainę- słowa Ewy Siemaszko z wywiadu TV.

Pamiętamy też o Ukraińcach, którzy ukrywali lub pomagali w ucieczce Polakom a sami padali ofiarą nacjonalistów. W lipcu 1943 roku najpiękniejsza dziewczyna w Koszowie, Ukrainka Szura Szapożnik została przepołowiona piłą za pomoc udzielaną „lachom”.

Rządzący, którzy nie potępili zbrodni ludobójstwa Ormian czy ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej na Kresach mogą czuć się odpowiedzialni za zbrodnie dokonywane współcześnie. Albo jesteśmy przeciwni zakłamaniu i nienawiści albo je tolerujemy.

Pamiętajmy o 200 tysiącach bezbronnych Polakach zamordowanych tylko dlatego, że byli Polakami, o dzieciach, które przeżyły okaleczone psychicznie i fizycznie, które są wśród nas w Polsce lub pozostały na Wschodzie a ich wnuki pragną łączności z Polską.

Nasze milczenie czy układanie się z ich oprawcami bez nazwania rzeczy po imieniu i bez tego prostego słowa PRZEPRASZAM to kolejna zadana im rana. A tak wiele wycierpieli. Pani Leokadia wspomina:, „Jako 10-letnie dziecko straciłam rodziców, rodzeństwo i dom rodzinny. Najpiękniejsze lata zazwyczaj beztroskiego dzieciństwa i młodości przeżyłam w nędzy, poniewierce, głodzie, chorobie i ciężkiej pracy. Widziałam rzeczy tragiczne i straszne, wręcz niewyobrażalne. Nieraz byłam bliska śmierci. Prosiłam też Boga, by zabrał mnie do siebie, gdyż jestem sama, chora, bezbronna i głodna, pozbawiona miłości rodziców.”

Pomyślmy o naszych Rodakach 11 lipca, uczestniczmy w planowanych tego dnia wydarzeniach choćby myślą.

http://kresy.info.pl/component/content/article/3-informacje/485-11-lipca-w-warszawie

Czytam na stronie :”Erinnerung an Arbeit”, multimedialny projekt w dawnej kopalni Zollverein w Essen, podejmuje problematykę zmierzchu kultury przemysłowej.

Projekt dotyczy tematu pracy, w szczególności zaś historii miejsc, w których przez dziesięciolecia rozwijał się przemysł ciężki – budowano kopalnie węgla, huty stali etc. “Pamięć pracy”, efekt współdziałania blisko 50 niemieckich i polskich artystów, stanowi artystyczny łącznik między Zagłębiem Ruhry a Górnym Śląskiem, głównymi skupiskami przemysłów wydobywczych w Niemczech i Polsce.”

Taki projekt jest możliwy, ponieważ, przez ¾ wieku utwierdzano nas, iż w czasie II wojny światowej dokonana została zbrodnia niemiecka na narodzie polskim. Najpierw była nienawiść, pokazanie winnych, potem przeprosiny a teraz stosunki dobrosąsiedzkie.

Tyle samo czasu minęło od CELOWO PRZEMILCZANEJ zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Czas to zmienić, aby możliwy był projekt „pamięci pracy” a dotyczyłby on miejsc, w których przez setki lat uprawą ziemi i przetwórstwem jej darów zajmowali się mieszkańcy Kresów różnych narodowości. I wszyscy kochali tę ziemię, wielu sławiło jej urodę i wielu dzisiaj tęskni do tej ziemi.

Kazimierz Wierzyński:

Wszystko wam oddam tylko nie te trawy

Łąk pokoszonych i cień pod modrzewiem.

Szuwarem pachną zamulone stawy

I coś gadają. Co takiego? Nie wiem.

Cały dzień chodzę, przysiadam w tym cieniu

I to co widzę, powtarzam bez związku:

Piasek, zielone kamyki w strumieniu,

Łąki i stawy-i znów od początku.

Dopiero nocą, gdy idziemy skrajem

Rzęs ponadwodnych w blady księżyc z wosku

Zgaduję nagle, że idę mym krajem

I trawy pachną i więdną po polsku.

Bożena Ratter

Podobne artykuły