Refleksje po 11 listopada… – tuż przed 13 grudnia…

Za nami kolejna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Data choć umowna, to niezwykle ważna z punktu widzenia naszej tożsamości. Zawsze ubolewam, że ważnych momentów związanych z historią Polski, „mainstreamowe” media nie traktują jako okazji do przeprowadzenia swoistych „lekcji historii” dla obecnych pokoleń, urodzonych już w atmosferze wolności, gdy nie trzeba już o nią zabiegać.

Pozytywnym wyjątkiem są tu TVP Historia oraz Telewizja Trwam, ale nie oszukujmy się – to media niszowe nie mające takiej siły przebicia, bo ich złożenia programowe „na wstępie” definiują określony target: pasjonatów historii oraz wierzących (tych specyficznych). W tych dniach zabrakło mi dyskusji na wzór „Pojedynku” Ziemkiewicz-Sierakowski, autorytetów w materii przedmiotowej, osób niewzdrygających się przed próbą odmitologizowania ważnych dla nich wydarzeń i postaci. Czwarta władza, media, w tym roku znów poszła po najmniejszej linii oporu; pomimo oczywistych faktów historycznych, zaniechano prób rzeczowej dyskusji. Z przyczyn oczywistych jest to wysoko energetycznym mediom na rękę. Dlatego, tak długo w powszechnej świadomości, z jednej strony będzie dojrzewać kłamstwo na temat „bohatera narodowego” Jaruzelskiego, który uchronił Polskę przed interwencją sowiecką, a z drugiej będzie się szmacić imię prawdziwego patrioty, jednego z ojców niepodległości Romana Dmowskiego, nazywając go „faszystą” (cała nadzieja w tym, jak zostanie odebrana nowa książka Rafała Ziemkiewicza i jak „przemielą” to media i czy w ogóle).

Świeżo po marszu, w studiu Polsat News pojawili się Andrzej Celiński oraz Robert Winnicki, prezes organizacji Młodzież Wszechpolska, która stoi za organizacją Marszu Niepodległości. Dobór gości zasadniczo trafny bo po pierwsze mających jakieś pojęcie w materii wydarzeń jedenasto-listopadowych, a po drugie cechujących się względnie wysoką kulturą dyskusji. Nie uniknięto jednak prób doszukiwania się wzajemnych spisków i prowokacji. Kolejne dni, to już tylko żerowanie mediów na fali tematu warszawskiej rozpierduchy. I tak, po raz kolejny w programie u farbowanego lisa III RP naprzeciwko siebie zasiadły „autorytety”, osoby, którym zawsze bardziej zależy na tym aby upiec swoje ideologiczne ciastko na kanwie bieżących wydarzeń. Przepełniona ideami tolerancji złota medalistka (ex aequo z Romanem Kurkiewiczem) w strzelaniu do innych etykietkami z napisem „faszysta” Kazimiera Szczuka (o tej b… już pisałem).

Po przeciwnej stronie naczelny judeochrześcijańskiego portalu Fronda.pl, pan Tomasz Terlikowski. Specjalista od płodów, w tym roku podjął się obrony słusznego w jego mniemaniu marszu, gdyż jak domniemam, wśród uczestników marszu odnalazł treści (niekoniecznie postawy) zgodne z jego przekonaniem o nierozłączności Narodu Polskiego i Watykanu. Dobór gości nieprzypadkowy: Terlikowskiego i Szczukę łączą dwa podobieństwa: skrajność poglądów i duża doza nieprzejednania w ich werbalizowaniu. Każdy z gości filtruje rzeczywistość poprzez osobiste doświadczenia, tak aby doświadczenia ją potwierdzały – sedno sprawy znów legło pod naporem osobistych wyobrażeń i uprzedzeń. I tylko obrzydzenie mnie ogarnia gdy patrzę na zakłamaną gębę prowadzącego, człowieka chcącego aspirować do miana moralizatora narodu („Co z tą Polską” w porównaniu do analogicznej książki Rafała Ziemkiewicza wg mnie prezentuje się słabo). Rozumiem, że Tomasz Lis musi zarabiać i tak dobiera swoich gości aby cyfry na jego koncie uzasadniały słupki oglądalności (na szczęście farbowanemu lisowi ostatnio spada oglądalność). Następny dzień, Polsat News i kolejny duet, choć może to złe słowo, gdyż obu panów różni praktycznie większość, poczynając od inteligencji, kulturze wypowiedzi na dorobku pisarskim kończąc. „Faszyzujący” Rafał Ziemkiewicz, jak to go na wizji dookreślił Roman Kurkiewicz, popełnił kilka ponadczasowych książek… w przeciwieństwie do (byłego) naczelnego czasopisma dla tolerastów, czytelnego niczym folder reklamowy psychiatryka. Poczytnego tylko na kwasie.

Istotny przekaz jaki wyłania się z tych wszystkich dysput: są dwie Polski, marsze “nasze” i “wasze”, lepsze i gorsze, bo jedne kończące się pod monumentem Dmowskiego, a drugie pod pomnikiem Piłsudskiego. I jakkolwiek pamięć jest ważna, to sprzeciwiam się temu aby doroczny marsz, za którego organizacją stoi jakieś szemrane towarzystwo z ONR, czy “klasa” rządząca, był traktowany jako jedna z miar, którą próbuje się definiować postawę bycia patriotą. Nie będę się rozwodził po czyjej stronie leży prawda. Obejrzyjcie filmiki z tegorocznego marszu i oceńcie sami, kto ma rację. Zwyczajnie oba marsze i cały ten cyrk mam głęboko w poważaniu.

PATRIOTYZM SZYTY NA MIARĘ

Co dzisiaj, w czasach wolności znaczy słowo patriotyzm? Pojęcia się nie zmieniają, zmienia się tylko waga tych pojęć. Dzisiaj już wolność nie domaga się darcia szat na wzór Rejtana czy wysadzania się granatem, jak w przypadku żołnierza AK, Zdzisława Brońskiego. Wtedy patriotyzm nierozerwalnie związany był z pojęciem heroizmu i odwagi, przepełniony autentycznym cielesnym bólem, żaden romantyczny jakby chcieli go widzieć co niektórzy współcześni. To zmaganie się konkretnych jednostek w walce o każdą chwilę życia, to ukrywająca się w piwnicy matka tuląca do piersi swoje maleństwo, pełna obawy czy za chwilę ona i jej dziecko nie zginą pod gruzami…
Dzisiaj poświęcenie dla ojczyzny wymaga zginięcia w katastrofie lotniczej z powodu błędu pilota, zaś szczyt patriotycznej odwagi, to rzucanie kamieniami w policję, przy zasłoniętej twarzy…

Niech każdy, kto nie czuje się wyzutym z tożsamości hominidem, odpowie sobie w serduszku, czym DLA NIEGO w dzisiejszej rzeczywistości jest patriotyzm. Dla mnie, to przede wszystkim postawa na co dzień, poza cieniem łopoczącego sztandaru i wielkich hasełek nieprzedefiniowanych na dzisiejszą rzeczywistość, bo wciąż usilnie tkwiących w ciemnych romantycznych lochach – w mózgach narodowo-katolickiego betonu! Zwykła przyzwoitość i życzliwość do ludzi, wrażliwość na krzywdę i ewentualna pomoc w razie możliwości. Mówienie prawdy o Jaruzelskim i ludobójstwie na Polakach na Wołyniu, zawsze gdy jest taka możliwość. Bóg w sercu, honor na co dzień, Ojczyzna i prawda.

Maciej Kurzawski

Podobne artykuły

3 thoughts on “Refleksje po 11 listopada… – tuż przed 13 grudnia…

  1. avatar Tomasz

    „urodzonych już w atmosferze wolności, gdy nie trzeba już o nią zabiegać”
    to odnosi się chyba do osób urodzonych w II RP, bo z pewnością nie w czasach obecnych, w czasach solidarnościowego zniewolenia, walki z polskością, w czasach dyktatury zdrajców lizbońskich, kiedy Polska nie jest nawet suwerennym państwem, a jedynie prowincją internacjonalistycznej Unii
    w czasach, kiedy osoby uczestniczące w manifestacjach z okazji Święta Niepodległości muszą liczyć się z atakiem aparatu bezpieczeństwa i wyzwiskami bolszewickich prounijnych polityków nazywających każdego patriotę polskim faszystą
    wolności, dławionej przez dyktaturę czerwonej solidarności, musimy domagać się właśnie teraz, tak jak musimy domagać się przywrócenia suwerennego państwa polskiego, zabranego nam przez solidarnościowych janczarów komunizmu
    by nasze dzieci i wnuki mogły w spokoju obchodzić Święto Niepodległości, w Polsce naprawdę wolnej i suwerennej

  2. avatar Marek

    Nie ma edukacji młodzieży o czasach tzw. przełomu to i nie ma u nich świadomości kto z kim i dlaczego przejarmarczył Polskie przy okrągłym stole .Widać to wyrażnie że są siły którym zależy właśnie na ich niświadomości .
    Wtedy wyszłaby ta cała obłuda .

  3. avatar Tomasz

    a by mieli sami przeciwko sobie ich uświadamiać?
    edukacja polityczna jest, niekoniecznie jawna, chociaż dzieci w przedszkolach już od kilku lat uczy się, że są nie Polakami, a europejczykami, że ich ojczyzną jest Unia (a domyślnie nie jakaś białogwardyjska Polska)
    ostatnio w ramach politycznej poprawności, a przy tym walki z tradycją dorzucają jeszcze nachalną propagandę homoseksualizmu, dosyć znany jest przypadek bajki o homo-pingwinach, wtłaczanej dzieciom właśnie w przedszkolach
    i to w ramach walki z rzekomą dyskryminacją, chociaż Polska jest od wieków znana z tolerancji, jakoś nie słyszałem o historycznie udokumentowanych przypadkach masowych represji w stosunku czy to innowierców czy „kochających inaczej”, a wręcz przeciwnie, w ostatnich latach to raczej grupa nawiedzonych reżimowych polityków o znanych preferencjach usiłuje narzucić swój styl życia normalnej większości
    w późniejszych latach nauki szkolnej reżimowi nauczyciele już chyba bardziej dyskretnie sączą jad unijnego internacjonalizmu
    innym elementem walki z polskością, niestety jak widać skutecznym jest fatalne nauczanie historii, szczególnie w ostatnich latach, zresztą w jakim celu władza przy pomocy posłusznych sobie nauczycieli (szczególnie tych z powszechnie znienawidzonego związku zawodowego) by miała wychowywać młode pokolenia w duchu narodowej tradycji i poszanowania własnej historii?
    lepiej pokazywać nasze państwo jako słabe, zdemoralizowane, które domyślnie tylko w Unii może się rozwijać, pozbawione tej „niepotrzebnej” i „źle wykorzystywanej” suwerenności
    mało tego, tych o odmiennych poglądach należy zwalczać, jako „faszystów” oczywiście
    z wykazu lektur szkolnych eliminuje się pozycje politycznie niewygodne, pisane „ku pokrzepieniu serc”, a dziś bezlitośnie tępione jako dzieła kontrrewolucyjne i antyradzieckie (czy tam antyunijne)
    bo czym wyjaśnić nienawiść tow. Hall do Sienkiewicza? swego czasu czerwoni komisarze z „Solidarności” udowadniali, że fakt, iż publikował podczas zaborów czyni go … rosyjskim kolaborantem (tej „złej” Rosji, carskiej, białogwardyjskiej), pojawiały się żądania zakazu publikacji, zakończyło się tylko na rzezi jego książek z wykazu obowiązkowych lektur, zapewne na początek
    lepiej niech małolaty czytają jakiś „Wybór dzieł” Wałęsy czy innych „opozycjonistów” na żołdzie SB
    niech uczą się historii … Unii, na co im historia państwa, które zostało rękami towarzyszy związkowców zlikwidowane
    jeszcze doczytają coś o powstaniach, o walce o wolność, i będą chcieli wziąć przykład ze swoich przodków …
    o Złotym Wieku, i to bez … dotacji unijnych
    i czy można się dziwić, że nasza historia może być dla internacjonalistów niebezpieczna, a przynajmniej niezgodna z dialektyką marksistowską (obecnie unijną), czyli wymagająca politycznej korekty, albo pominięcia niewygodnych (a przy tym wielowiekowych) fragmentów
    lepiej tego nie nauczać, skazać na zapomnienie, w końcu naród bez historii przestanie być narodem
    i o to właśnie towarzyszom chodzi

Comments are closed.