Rówieśnicy

Janek Rodowicz urodził się 7 marca 1923 roku w Warszawie. Był synem Kazimierza Rodowicza, inżyniera i profesora Politechniki Warszawskiej i Zofii z domu Bortnowskiej, siostry generała Władysława Bortnowskiego. Edukację rozpoczął w prywatnej Szkole Powszechnej Towarzystwa Ziemi Mazowieckiej, naukę kontynuował w Gimnazjum i Liceum im. Stefana Batorego. Należał do słynnej „Pomarańczarni”, czyli 23. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Bolesława Chrobrego. Kiedy wybuchła wojna miał 16 lat. W 1941 roku na tajnych kompletach zdał maturę, po jej uzyskaniu i ukończeniu prywatnego kursu Budowy Maszyn i Elektrotechniki, uczęszczał do Państwowej Szkoły Elektrycznej II stopnia, utworzonej z dawnej Państwowej Wyższej Szkoły Budowy Maszyn i Elektrotechniki im. H.Wawelberga i S.Rotwanda. Kończy ją w 1943 z wynikiem dobrym. Naukę i pracę zarobkową godzi z intensywną działalnością konspiracyjną.
Janek Rodowicz, pseudonim „Anoda” to uczestnik wielu akcji bojowych , na podstawie jednej z nich Jan Łomnicki wyreżyserował film „Akcja pod Arsenałem” , autorem scenariusza jest Jerzy Stefan Stawiński. „Akcja pod Arsenałem” , inaczej „Meksyk II”, 26 III 1943, to odbicie pod Arsenałem z rąk Gestapo Janka „Rudego” Bytnara, w akcji „Anoda” dowodził sekcją „butelki”.

Za tę akcję został odznaczony Krzyżem Walecznych po raz pierwszy. „Janek w takich sytuacjach odpowiednio reagował, wspierał kolegów, a po akcji potrafił doskonale wtopić się w tłum. Miał też dużo szczęścia” – matka wspominała, że gdy powrócił z akcji pod Arsenałem miał przestrzelony krawat, wygnieciony portfel, z poszarpanej kurtki wypruła mu kulę.

Brał udział w akcji o kryptonimie „Celestynów”, 20/21 V 1943, grupa „więźniarka” pod dowództwem „Maćka” zaatakowała i opanowała wagon przewożący z Majdanka do Oświęcimia 49 więźniów. Był członkiem grupy „Atak I” w ataku na posterunek w Sieczychach w ramach akcji Taśma. Akcja „Jula”, 5/6 IV 1944, to wysadzenie przepustu kolejowego pod Rogoźnem koło Przeworska. Jest dowódcą akcji, za której wzorowe przygotowanie i przeprowadzenie otrzymuje swój drugi Krzyż Walecznych.

Od maja do lipca 1944 roku „Anoda” przebywał ze swoim plutonem w bazie leśnej w Puszczy Białej niedaleko Wyszkowa, gdzie prowadził intensywne szkolenie wojskowe. Koledzy wspominają jak urządzał im kąpiel świętego Szczepana, czyli bieg przez jałowce w spodenkach gimnastycznych (dzisiaj rodzice płacą za udział pociech w tzw. „szkołach przetrwania”).

Poza zajęciami praktycznymi […] dla tych, którzy nie mieli ukończonej podchorążówki były prowadzone na popasach wykłady teoretyczne z terenoznawstwa, organizacji armii, nauki o broni – prowadził je najczęściej sierż. pchor. „Anoda” […] oprócz wykładów wojskowych odbywały się też popisy w innym stylu; były to m.in. szopki Fijoła – wierszyki satyryczne, w których uczestnicy bazy byli przedstawiani według swoich cnót i wad.[…] utalentowanym improwizatorem był przede wszystkim sam „Anoda”. Jego zdolności aktorskie, sarkastyczny dowcip, umiejętność wyśmiewania się z ważnych i wielkich tego świata stanowiły nieprzebrany repertuar i źródło humoru.

O jego niesamowitym poczuciu humoru pisze w swoich wspomnieniach Bogdan Deczkowski „Laudański”: „Uważano go za duszę towarzystwa . Trwające kilka dni deszcze nie popsuły nam humoru, mimo mokrych ubrań, kocy. Janek „Anoda” opowiadał dziesiątki dowcipów. Był znakomitym „pajęczarzem”. Jego własnej roboty mikroskopijne radio na baterie, chwytało fale: „Tu mówi Londyn…”.

W powstaniu, podczas ewakuacji Starówki przeszedł kanałami z grupą rannych żołnierzy Batalionu „Zośka” do Śródmieścia-Północ. Ranny, dwukrotnie trafił do szpitala. W nocy z 17 na 18 września ewakuowali go nieprzytomnego pontonem przez Wisłę na Pragę, żołnierze 1 Armii WP generałą Zygmunta Berlinga.

O swoich obrażeniach, odniesionych w czasie powstania, tak pisał: „5 sierpnia 1944 roku zostałem ranny na ulicy Okopowej pociskiem z pistoletu maszynowego w lewą nogę. Po opatrunku walczyłem dalej. 10 sierpnia na ul. Spokojnej doznałem postrzału lewego płuca pociskiem z kb.[…] 15 września na ul. Wilanowskiej zostałem ranny po raz trzeci z niemieckiej rusznicy ppanc. w lewe ramię i łopatkę, z potrzaskaniem kości. Następnego dnia w drodze do szpitala zostałem ranny odłamkami z granatnika w lewy łokieć i przy upadku noszy doznałem złamania lewej ręki w łokciu”.

Od jesieni 1945 studiuje na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej, pragnie jednak studiować architekturę. Aby zostać studentem tego wydziału musi pokonać własne kalectwo, z powodu odniesionych ran ma niesprawną lewą rękę, powtórna operacja i konsekwencja w ćwiczeniach sprawiły, że powoli odzyskiwał pełną sprawność. Pełen optymizmu, zawsze jednak był wierny swoim zasadom i wartościom. Kultywował pamięć o żołnierzach Powstania. Z jego inicjatywy koledzy pisali wspomnienia, na bazie których powstała dokumentacja batalionu „Zośka” Zaczął układać życie osobiste. Na imieninach kuzynki poznał Alicję Arens, z którą przetańczył cały wieczór. Był świetnym tancerzem, jednak przez całą okupację nie zatańczył ani razu. Ślubował, że dopóki będzie okupacja, nikt nie zobaczy go tańczącego. Oczywiście słowa dotrzymał. Alicja Arens wspomina to uczucie, jako ich pierwszą prawdziwą miłość.

Po dojściu do zdrowia i wyleczeniu ręki, przenosi się na Wydział Architektury UW. Oprócz architektury interesowały go urbanistyczne plany odbudowy Warszawy, w których pragnął uczestniczyć. Razem z nim studiował również późniejszy popularny spiker TVP Jan Suzin, który tak zapamiętał Jana Rodowicza : „Znakomity rysownik i świetny projektant. Do legendy przeszła słynna klamka, zaprojektowana przez niego na tzw. klauzurze. Znakomite perspektywy i wielobarwne przekroje ukazywały bardzo zgrabny i pomysłowy mechanizm, działający nie na zasadzie obrotu, tylko pchnięcia lub pociągnięcia. Dopasowane tam były wszystkie zapadki t trybiki. Wszyscy cmokaliśmy nad tą klamką. Nie tylko my zresztą, dziwowali się również profesorowie. Byłby dziś na pewno znakomitym architektem o światowej sławie”.

Niestety został zaaresztowany w wigilijny wieczór 1948 roku i zamordowany kilka dni później wskutek sfingowanego oskarżenia. Wiktor Herer, oficer prowadzący śledztwo, po latach zeznał, że inicjatywa aresztowania wyszła od płk. Julii Brystygierowej, którą powszechnie uważano za „zbrodnicze monstrum przewyższające okrucieństwem niemieckie dozorczynie z obozów koncentracyjnych”.

Jerzy Scheur , Prezes Fundacji „Polska się Upomni”, Człowiek kochający Polskę i drugiego człowieka, orędownik ustanowienia 1 marca Dniem Pamięci o naszych Rodakach, napisał na swoim portalu:

Postkomuniści boją się, że prawda o zamordowanych 20 tysiącach żołnierzy i funkcjonariuszy Polskiego Państwa Podziemnego i 200 tysięcy męczonych w więzieniach, pokazana w publikacjach Instytutu Pamięci Narodowej, dotrze do społeczeństwa. Boją się że ludzie zrozumieją, że są spadkobiercami sprawców zbrodni na miarę Katynia.
http://www.honor.pl

Jest 1 marca 2014 roku, Narodowy Dzień Pamięci o naszych Rodakach, o bezprawnie i bestialsko zamordowanej i wyniszczonej polskiej elicie II RP (termin „Żołnierze Wyklęci „ upowszechnił w 1995 roku Jerzy Ślaski, który wydał książkę o tym tytule), dzień pamięci również o Janku Rodowiczu, na którego został wydany wyrok śmierci przez zwyrodniałych wyznawców komunistycznej ideologii, „ upadłych moralnie”, jak celnie określił ich w programie Jana Pospieszalskiego „Bliżej”, Andrzej Celiński.

Jan Rodowicz zamordowany został w wieku 26 lat w 1949 roku, 1 marca 2014 roku 26-letni kandydat Sojuszu Lewicy Demokratycznej do Parlamentu Europejskiego pisze na Facebooku:

„Dzisiaj Dzień Żołnierzy Słusznie Wyklętych. Ludzi którzy działali na szkodę państwa Polskiego i jego obywateli. Popełniono wielki błąd ustanawiając ten dzień.”

Apeluję do MEN o edukację młodych , by ich wiedza nie wynikała z 70-letniej komunistycznej, ludobójczej propagandy i jedynej, filmowej lektury „Czterej pancerni i pies”. Współczesna zdobycz cywilizacyjna to również dostęp do dokumentów (również cyfrowych) w archiwach IPN, Rosji, Niemiec i całego świata, uczestnika zdarzeń XX wieku, badania naukowe nie tylko w Polsce, zeznania nie tylko w Polsce tych, którym wreszcie pozwolono na traumatyczne opowieści, odrodzona moralność, niektórych, z odpowiedzialnych za tamte bezprawne wyroki. Nie zgadzam się na analfabetyzm i ignorancję młodych niezależnie od opcji partyjnej.

Bożena Ratter

Podobne artykuły