W podróży do wiecznych lodów, Sybiru -„bez krat więzienia”.

“Zawrzało w naszym światku z nadejściem wiosny. Jak grom długo oczekiwany uderzyła nas wieść o wydaniu operacyjnym rozkazów „Bu­rzy”.

Nas, młodych, tryskających energią, ciągnęło do walki, do wyjścia z ciążącego ukrycia, do gwaru bitewnego, do wojska. Możli­wość prowadzenia walki jak żołnierz frontowy, jawnie, z podniesionym czołem, otwarcie z orzełkiem na czapce i pod biało-czerwonym sztanda­rem była bliska, a jednak trudna do osiągnięcia. Trwały narady, przeta­rgi, przypuszczenia, kto z nas będzie desygnowany do partyzantki. Czy wszyscy?” (Marian Marek Bilewicz, „Wyszedłem z mroku” – wspomnienia te poświęcam wszystkim, którym nie udało się przeżyć dwóch miejsc zagłady istnień ludzkich, jakimi w mojej pamięci pozostały do dziś –więzienie na ulicy Łęckiego we Lwowie i obozy pracy w Workucie).

Bilewicz, mieszkaniec Lwowa, świadek okupacji sowieckiej i niemieckiej wspaniałego, polskiego miasta, został przekazany do dyspozycji Oddziału Leśnego 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich.

„Było kilka dróg i sposobów przesyłania żołnierzy do lasu. Ukrad­kiem, nocą, w przebraniu, grupowo lub pojedynczo. Na punkt kontak­towy prowadził zawsze łącznik. Zerknąłem koso w kierunku ściany drzew. Pod jednym z nich sie­działa kilkunastoletnia dziewczynka. Trochę zaskoczony wiekiem dziecka, gdyż było to jeszcze dziecko, uczyniłem kilka kroków w kierunku lasu. Dziewczynka momentalnie podniosła się i drobnymi kroczkami zagłębiła się wąską ścieżynką w las. Szedłem za nią. Widziałem jej chu­de nożyny śmigające po udeptanej ziemi. Niosła na plecach jakiś pusty worek czy plecak. Od czasu do czasu spoglądała za siebie, czy nie zgu­biła się jej przesyłka, którą ma dostarczyć w odpowiednie miejsce.

(…) Niemcy nie wiedzieli, jakimi siłami dysponują partyzanci, a głośna fama, którą szerzyły nasze komórki wyspecjalizowane w dywersji psy­chologicznej w miastach, zwielokrotniała siły, którymi faktycznie dys­ponowano. Dzień i noc patrolowano okolice szosy Kijów — Lwów. Rozpoczy­nano akcje zaczepne, ostrzeliwano lub obrzucano granatami niemieckie kolumny i błyskawicznie wycofywano się w leśne ostępy. Była to krwa­wa zabawa w kotka i myszkę. Niemcy, jak potężny tur, parli całą swą potęgą na zachód, krusząc po drodze wszystko, co im zawadzało, ale trop w trop za potężnym zwierzem zdążali leśni ludzie.

Sto kilkadziesiąt dni partyzanckiej epopei nie można skwitować kil­koma stronami książki. Dlatego też postanowiłem, że okres walk party­zanckich wymaga odrębnego, szerokiego opracowania. Nie można at­mosfery tych dni przekazać w formie krótkich przebłysków. Nie można nie wspomnieć o ludziach zasługujących na najwyższy szacunek. A czy można nie naświetlić bliżej postaci „Lusika” — Żyda, który wprawdzie względnie bezpieczny ukrywał się w mieście, ale któremu pewnego dnia obrzydło życie za szafą czy w piwnicy. Nie chciał dłużej żyć na kolanach — wolał zaryzykować śmierć, ale z podniesionym czo­łem — stojąc. Trzepnął czymś twardym w łeb niemieckiego żołnierza, zabrał mu broń i zbiegł w lasy. Tułał się początkowo strasznie. Głód, brud, niedostatek, samotność. Trafił na właściwych ludzi — dopomogli, skierowali do nas. Okrutnie płacił ten żydowski chłopak Niemcom za doznane krzywdy i upokorzenia. Odwaga, dziwna pogarda dla śmierci, niesamowity wprost spryt życiowy czynią z „Lusika” postać niezwykle barwną, godną utrwalenia jeśli nie złotymi zgłoskami, to przynajmniej piórem autora.

A „Francuz”? Porucznik Emil? Oficer armii francuskiej? Po brawu­rowej ucieczce z obozu pod Rawą Ruską nawiązał kontakt z AK, skie­rowano go do partyzantki. Specjalista od przyjmowania zrzutów broni otrzymywanej z Brindisi.

To tylko kilka przykładów, bo gdzie jeszcze są cisi bohaterowie — Bataliony Chłopskie kierowane przez sołtysa Biłki Szlacheckiej, gdzie spadochroniarze — radiotelegrafiści Kuryłowicz i Dońska, gdzie postać numer jeden, dowódca — „Draża”, gdzie dziesiątki i setki tych Pomianów, Kmiciców, Siwych, Korabiów, Czarnych, Żegotów, Felków i in­nych szlachetnych, którzy bez karty powołania, bez przymusu nieśli swe młode życie Ojczyźnie.”

W Centrum Prasowym Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, odbyła się konferencja „Akcja „Burza” na Kresach Wschodnich – jej specyfika i znaczenie” jako wyraz pamięci i szacunku dla żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej”.

„Możliwość spotkania na konferencji Państwa – uczestników Akcji „Burza” i 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej była dla nas ogromnym zaszczytem. Wasze bohaterskie czyny i walka o Polskę są naszym powodem do dumy i nie mogą pozostać zapomniane – to słowa podziękowania skierowane do dostojnych gości w imieniu Solidarnych 2010”.

Wspomnienia świadków to obowiązkowa lektura dla tych wszystkich, którzy uzurpują sobie prawo do wydawania werdyktów na temat słuszności decyzji i działań w ważnych momentach naszej historii. Emocje , które towarzyszą opowieściom to znak, jak wiele znaczy dla żyjących i ich bliskich możliwość podzielenia się z nami tragicznymi, traumatycznymi przeżyciami, które musieli ukrywać kilkadziesiąt lat, z obawy zemsty “władzy “ komunistycznej.

Wspomnienia poprzedzone były wspaniałymi wykładami historyków. Profesor Wiesław Jan Wysocki wprowadził nas w temat relacji polsko rosyjskich w chwili wybuchu II wojny światowej. Polaków jest tak mało w Rosji , że ambasada polska nie jest potrzebna- stanowisko Rosji na wstępie. Polacy mieszkający na terenie okupowanym przez sowietów są obywatelami radzieckimi, w wyniku czego członkowie związku patriotów polskich z armią Berlinga wkraczali jako obywatele radzieccy na teren “wolnego “ państwa polskiego. Stare przyzwyczajenia osłabiać przez nowe i uszczuplać wolność aby obywatele przyzwyczajali się i wybierali ponad wolność cichy spokój – o tym wiedzieliśmy, ale dzisiaj mamy dokumenty rosyjskie i możemy przeczytać , jak traktowali nas przyszli “wyzwoliciele”. Ciekawe, czy nie jesteśmy podobnie traktowani przez obecną “władzę” ?. Profesor przytoczył też słowa Witolda Gombrowicza, zakończenie wojny nie przyniosło wyzwolenia lecz wymianę zbirów Hitlera na zbirów Stalina.

Dr Dariusz Faszcza mówił o tragicznej sytuacji Polaków zamieszkałych na wschodnich terenach:

-indywidualne aresztowania Polaków, głownie przedstawicieli inteligencji, byłych posłów i senatorów, wojskowych, policjantów, wyższych urzędników, ziemian, bogatych kupców i adwokatów oraz tych, którzy odmówili przyjęcia radzieckich paszportów

-deportację ludności w latach 1940-1941, pierwsza z czterech deportacji ludności polskiej z ziem wschodnich RP w głąb Rosji rozpoczęła się 10 lutego 1940 roku

-pobór dwóch roczników młodych do wojska, według szacunkowych danych wcielono do robotniczo-chłopskiej Armii Czerwonej około 70% młodzieży stającej do poboru.

Prelegent skupił się w swoim wykładzie na logistyce i dowódcach 27 WDP AK, “trudno jest w tak krótkim czasie omówić wszystkich żołnierzy 27 WDP AK, jest ich około 8000 ludzi”. Byli bohaterowie i byli zdrajcy, zwerbowani wcześniej przez organa NKWD i podstępnie działający w oddziałach AK .

To była jednostka doskonale zaplanowana i zorganizowana. A co oznacza wybranie i przygotowanie rejonu koncentracji ? To znaczy przenieść wszystkie zapasy żywności, leki, broń, założyć i przygotować warsztaty krawieckie, szewskie, obiekty szpitalne i to wszystko bez pomocy firm kurierskich, ciężarówek. Nie było telefonów komórkowych, Internetu ale rozkazy do wszystkich dowódców, by na określony sygnał przybyli do wskazanego miejsca, docierały. Do tego, by tak się działo, potrzebne są młode ręce trzymające karabin i mądrzy dowódcy zwłaszcza , że przyszło im działać w tak specyficznym rejonie.

“Był 26 lipca 1944 roku. Nieustająca kanonada artyleryjska stała się dla nas chlebem powszednim. Na błękitnym niebie ukazał się klucz samolotów. Jeden za drugim zniżały swój lot. I wtedy zaczęło się piekło. Przelatujące maszyny pruły z broni pokładowej po lesie, na oślep. Bomby siane jak ziarno z siewnika wybuchały w regularnych odstępach, znacząc ślad po przelocie samolotu gejzerami ziemi, piasku, połamanych drzew i gałęzi.(…) Ogarnęło mnie bezbrzeżne zdumienie i rozpacz. Na skrzydłach i kadłubach atakujących nas samolotów krwawo lśniły..czerwone, sowieckie gwiazdy! Bombardowali nas i ostrzeliwali nasi sojusznicy, bracia, alianci! Już nie byliśmy im potrzebni. Zupełnie zbytecznie wpatrywaliśmy się w szosę lwowską. Tą drogą już nie cofały się wojska niemieckie, lecz z szumem żelastwa płynęła armia sowiecka. Lwów był zajęty przez Rosjan..

Wypadki późniejsze toczyły się jak lawina. Już 31 lipca aresztowano 20 wyższych oficerów Armii Krajowej. W dniach następnych aresztowania następowały masowo. Wszystkich Ukraińców uznano za kolaborantów hitlerowskich , a Polaków zorganizowanych w Armii Krajowej za członków nielegalnej, zbrodniczej organizacji wojskowej, która na rdzennych radzieckich ziemiach prowadziła walkę zbrojną. Po mnie przyszli w nocy. Grzecznie poprosili, bym włożył na siebie wojskową bluzę. W oświetlonym pokoju na ulicy Kurkowej siedziało kilku. Najstarszy rangą, wskazując na mnie palcem, powiedział :

-Patrzcie, tak wygląda oficer polskiej, faszystowskiej Armii Krajowej. Wyjął z kieszeni scyzoryk i z głęboką satysfakcją obciął mi oba epolety.”

Marian Marek Bilewicz został skazany na dziesięć lat pracy w łagrach autonomicznej republiki Komi. “Nocą, w kolumnach, otoczeni strażą, wędrowaliśmy ulicami wyludnionego miasta na dworzec Podzamcze. Tam oczekiwały na nas kryte wagony towarowe. Do każdego z nich pakowano 50 więźniów. Na podłodze trochę słomy, w jednym z rogów wagonu w podłodze dziura wielkości talerza, służyła za ubikację. Zimno.” Wyruszyli na nieludzką ziemię śladem milionów kobiet, dzieci, starców, oficerów, urzędników, leśników, policjantów, chłopów, naukowców, artystów wskutek zoologicznej nienawiści “czerwonych barbarzyńców”, “sąsiadów”.

A inni żołnierze, uczestnicy akcji Burza ? Oficer Wojskowej Służby Kobiet , Adelajda Połońska ps “Ada”, aresztowana w Warszawie w 1947 roku przez GZI WP, skazana na 5 lat więzienia, wyszła zdruzgotana zdrowotnie.

Jan Szatowski ps „Kowal” „Zagończyk”, jeniec Oflagu II C Woldenberg, skąd zbiegł, później dowódca 27 WDP AK w latach 19.04.1944 – 03.05.1944 , aresztowany przez „rodaków” i skazany w 1947 roku na śmierć, wyrok zamieniono na 7 lat więzienia w Rawiczu i Wronkach.

Ogółem w latach 1944-1956 komuniści zamordowali w więzieniach i łagrach na terenie Polski i Rosji Sowieckiej ok. 500 tysięcy Polaków, w tym ok. 80 tysięcy żołnierzy AK. Są to jednak stale dane szacunkowe, wymagające stale weryfikacji.

Koło Byłych Żołnierzy Armii Krajowej – Oddział Londyn

www.polishresistance-ak.org

Po pierwsze, ubeckie ekscesy nie zostały potwierdzone wyrokiem. Nikt nie siedzi za skierowaną przeciw Polakom walczącym o wolną, demokratyczną i solidarną Polskę, fizyczną i ideologiczną kampanię , kampanię, która zniszczyła luminarzy godnego życia nas wszystkich . Nikt nie odpowiedział za śmierć milionów Polaków ani za bezpodstawne represje i oszczerstwa pod adresem uniewinnianych po kilkudziesięciu latach. Zdewastowanie naszego kraju też pozostaje bezkarne. Winni tego oraz ich potomkowie stali się oligarchami w Polsce, klasa kapitalistyczna w Polsce to jest dawniejsza klasa ludzi walczących z kapitalizmem o zbudowanie socjalizmu czyli klasa winna śmierci milionów Polaków i dewastacji wielowiekowego dziedzictwa narodowego zgromadzonego przez znienawidzoną „burżuazję”. Polska, jedyny kraj socjalistyczny, w którym od 1956 roku była prywatna gospodarka, z której pochodziło 20 % dochodu narodowego. Kraj wielkiego rozwoju w szalonej biedzie i wyzysku nas, budowniczych tego majątku w czasach PRL. Tymczasem w pierwszej połowie 1989 roku, w 6 miesięcy, właścicielami 12640 przedsiębiorstw stali się dawni dyrektorzy państwowych przedsiębiorstw i sekretarze partyjni. By sprzedać potem obcemu kapitałowi, tylko w ubiegłym roku obcy kapitał wyprowadził z naszego kraju 76 miliardów…teraz musimy obciążyć podatkami Polskie Lasy miast czerpać dochody z polskiej gospodarki tak jak robią to zagraniczni właściciele. Sytuacja naszej gospodarki to sytuacja kraju feudalnego (informacje z wykładu profesora Witolda Kieżunia ), który z taką nienawiścią przedstawiany był w propagandowych filmach ideologii komunistycznej niosącej klasie chłopskiej i robotniczej nieskończone „szczęście” a „ciemiężycielom” śmierć.

„Z małego osiedla pod Lwowem
Kasię – trzyletnią dziewczynkę,
Jej matkę samotną,
I chorą – przypadkiem zastaną

Kuzynkę-
Dowlekli w mróz, nocą, saniami
-Jak setki tysięcy Polaków-
Na stację kolei, za miastem,
W asyście zbrojnych żołdaków.
A ojciec?..
Cóż leśnik -wróg ludu
Ślad wszelki znikł po człowieku,
Aresztowany we wrześniu.
Wyrok: spiec-łagier.Ćwierć wieku.
Co z nimi?…
Bydlęce wagony
I miesiąc łez i cierpienia
W podróży do wiecznych lodów
Sybiru-„bez krat więzienia”.
Do celu dojechały,
Kuzynka wsiadła chora,
Więc gdzieś tam, w połowie drogi,
Spoczęła w śniegu przy torach.
Dostały miejsce w baraku,
Na pryczy-wygodne wcale.
I matka robotę od rana.
W tajdze.Na „leso-powale”.
To pierwsza jej w życiu praca
Fizyczna i tak ciężka. W lesie.
Brygadier rzekł: Białe rączki?…
Wot, krwią przybrudzić przyjdzie się.
Bo u nas-pani-komunizm.
Najlepszy ustrój na świecie.
Kto nie pracuje-ten nie je.
Przywykniesz-albo zdechniecie”
fragment wiersza Mariana Jonkajtisa, który jako 8-letni chłopiec został wywieziony w drugiej wywózce Polaków, 10 kwietnia 1940 roku. Pierwsza nastąpiła 10 lutego 1940 roku.
Bożena Ratter

Podobne artykuły